„Ustawka” podczas licytacji przy Janowie? Teraz już chociazby dwa nagie konie nie zaakceptowac pomogą [FELIETON]

„Ustawka” podczas licytacji przy Janowie? Teraz już chociazby dwa nagie konie nie zaakceptowac pomogą [FELIETON]
27 lipca, 2020
Category: gospodarka

Nowy prezes stadniny koni w Janowie stara się jak może, żeby załagodzić burzę rozpętaną wokół hodowli polskich arabów. Najwyraźniej chce oddać Shirley Watts w prezencie wiecej niz jeden konie. Tak trochę dzieki zgodę za to, że wiecej niz jeden inne, należące do słynnej żony nadal słynniejszego Rolling Stonesa, padły w Janowie. Może jak i równiez słusznie. Nie ma co zaogniać sprawy, bo szmeru jest już i tak zbyt dużo. Wylacznie że jego mocodawcy działają dokładnie odwrotnie i robią wszystko, żeby legendę polskich hodowli pogrzebać. Co faktycznie naprawdę wydarzyło się po niedzielę przy Janowie?

Wygląda na to, że prof. Sławomir Pietrzak, który zaledwie od dwóch miesięcy rządzi przy Janowie, potrzebuje oddać Shirley Watts dwa nagie konie. To trochę jak pod spodem Grunwaldem w 1410 roku kalendarzowego. Tylko że wtedy wiecej niz jeden nagie miecze, przekazane polskiemu królowi Władysławowi II Jagielle i księciu litewskiemu Witoldowi przez ogromnego mistrza zakonu krzyżackiego Ulricha von Jungingena, były poniekad prowokacją i znakiem rozpoczęcia bitwy. Dzisiaj nagie konie mają poniekad zakończyć wojnę, niż ją rozpoczynać.

**To była sroga zima (a może i nie? )**

Wojna rozpoczęła się przy lutym. PiS postanowił wprowadzić swoje porządki i swych ludzi, także w stadninach w Janowie Podlaskim i Michałowie. Odwołał więc dwóch prezesów jak i równiez powołał własnych. W Janowie pojawił się Marek Skolimowski – działacz Solidarnej Lokalny, ekonomista, wcześniej związany wraz z sektorem bankowym. Nawet nie zaakceptowac ukrywał, że na hodowli koni się nie pozna, ale już czuje, że będzie to jego duza życiowa slabosc. Pech chciał, że wkrótce po objęciu stanowiska w jego stadninie padła klacz. Przyczyna: skręt jelit.

Kilka tygodni później ten sam los spotkał kolejnego konia. Oba należały do Shirley Watts – znanej światowej hodowczyni, sam na sam żony perkusisty The Rolling Stones, która od lat kupowała konie przy Janowie. Ironia losu polega na tym, że przyczyną odwołania dotychczasowego wieloletniego prezesa stadniny w Janowie – Firma Treli a mianowicie były zarzucane mu zaniedbania, w wyniku których w październiku 2015 r. padła klacz Pianissima. Również na skręt jelit.

Kobieta Watts się wściekła i zabrała wraz z Janowa 2-ie kolejne klacze, które nadal pozostały tuz przy życiu. Okazało się, że były one zaźrebione, zas zgodnie z umową, jaką hodowczyni zawarła wraz z polską stadniną, w świetle prawa przychówek należy sluzace do stadniny. Jak podało przy połowie lipca radio RMF FM, Agencja Nieruchomości Rolniczych, właściciel stadniny, zażądała zwrotu źrebiąt jak i równiez groziła kobieta Watts pozwem.

Jednak prof. Sławomir Pietrzak, nowy prezes stadniny przy Janowie, który rządzi tam od niespełna dwóch miesięcy (nowa slabosc prezesa Skolimowskiego została brutalnie zakończona po kwietniu), zupelnie nie planuje dopominać się na temat źrebaki. – Od podczas gdy ja tu jestem, stadnina nie wystosowała takiego dokumenty – powiedział mi prof. Pietrzak po niedzielę, dzieki kilka godzinek przed rozpoczęciem aukcji Pride of Poland. Przyznał, że w świetle prawa źrebięta powinny być własnością stadniny. Dlaczego więc nie dopomina się o swoją własność? Na to pytanie nie odpowiedział, tylko z uroczym porozumiewawczym uśmiechem powtórzył: „stadnina nie wystąpiła na temat zwrot”. Tym uśmiechem mi kupił. Tak po ludzku go wiem, bo on tak wedlug ludzku rozumie panią Watts.

Prawdopodobnie mierzy, że tego typu prezent załagodzi konflikt, udobrucha sławną hodowczynię i za jakiś termin sprowadzi ją z powrotem na aukcję, a z nią wrócą inny hodowcy. Fakt, to prezent za nasze pieniądze – pieniądze podatników, bowiem stadnina to własność państwowa, ale lub nie stracimy więcej, jeśli damy zniszczyć sławę naszych arabów? Może warto?

**„Ustawka” zmiotła pozostalosci zaufania**

Wylacznie, że ów starania mogą już zero nie pomóc, bo to, co wydarzyło się w trakcie tegorocznej aukcji Pride of Poland, wydaje sie nie az do pojęcia. Gwiazdą aukcji miała być klacz Emira wystawiona jako „lot 0”. Aukcjoner krzyczy: „550 tys. ó. Sprzedane! ”. Ale nie zaakceptowac podaje, sluzace do jakiego panstwa pojedzie Emira.

Pewnie nie zaakceptowac usłyszałam, pytam więc innych dziennikarzy. Jeden mówi, że też nie zanotował, inny, że nie zaakceptowac usłyszał, trzecia czesc, że prawdopodobnie nie podano. W końcu na swoje pytanie, kto kupił Emirę, jeden sposród gości VIP odpowiada: „jak to który?! Na ścianie ma kobieta listę, Lokalny Cukier, Orlen, PKO BP, Lotto… „. To spis tegorocznych sponsorów, ale prawdopodobnie dalej nie rozumiem.

Tak jak – dopytuję. „Nie słyszała pani, że w kuluarach krąży plotka, że spółki skarbu państwa mają postanowienie podbijania ceny, jakby licytacja nie szła? „. Nie zaakceptowac słyszałam. VIP-a szturcha koleżanka i mówi „pssst, oddaj już spokój”. To jedynie domysły, tylko plotka. Nie wierzę w nią jak i równiez chcę myśleć, że to tylko zalozenie spiskowa.

Wraz z licytacją aczkolwiek coś jest nie tak. Pytam więc innych gości, co z Emirą. – Przecież pani wcale nie została sprzedana – twierdzi Irena Cieślak, miłośnicza koni, która do Janowa przyjeżdża od momentu 35 czasów, doradczyni Shirley Watts. Dowód? Zaraz po wylicytowaniu, zanim wejdzie nastepny koń, ktoś ze stolika aukcjonera momentalnie idzie sposród dokumentami sluzace do stolika nabywcy, żeby podpisać kontrakt. Teraz nikt nic nie podpisał. – Dokładnie obserwowałam, do którego stolika pójdzie człowiek z dokumentami, ale nikt ich nigdzie nie zaniósł – dowodzi pani Cieślak.

Pomyślałam, że trzeba to sprawdzić i być może mam niezłego newsa. 2 godziny później, jeszcze przed zakończeniem licytacji, mieli fita już wszelcy. Prowadzący aukcję namawiał poprzez mikrofon, żeby klienci nie wychodzili, jak zresztą było jak błaganie o litość, i ogłosił, że za chwilę będzie niespodzianka. Była nią Emira wprowadzona po raz kolejny na licytację. Choć nikt tego nie zaakceptowac wyjaśnił, oczywiste stało się, że rzeczywiście za pierwotnym razem nie zaakceptowac została odsprzedana.

Na konferencji prasowej chwilę później Karol Tylenda, były już wiceprezes Agencji Nieruchomości Rolnych (we wtorek podał się az do dymisji, przy środę przyjął ją minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel; Rzecznik ANR Witold Strobel powiedział, że: Pewnie uważał, że rzeczą honorową będzie podać się do dymisji, jeżeli po, naszym zdaniem, udanej od czasu strony finansowej aukcji Pride of Poland i całym Święcie Konia Arabskiego, pojawiły się zarzuty, które w danym odczuciu są bezpodstawne – red. ), wyjaśniał: „Ktoś zalicytował jak i równiez po prostu się wycofał, ponizsza licytacja była po prostu bezskuteczna”. Ale mówił też, że nie wiadomo, który złożył ostateczna ofertę. To jak po końcu? Ostateczna wersja: kupiec się wycofał. Mnie zastanawia tylko panie wiceprezesie, skąd wiadomo, że się wycofał, skoro nikt po wylicytowaniu konia do niego nie zaakceptowac podszedł sposród kontraktem sluzace do podpisania? – To primo.

Secondo: gdyz najwyższa oferta spada, zgodnie ze sztuką zwycięzcą okazuje się inna najlepsza oferta. Ale nie zaakceptowac tym razem, w tym miejscu po prostu powtórzono licytację. A może bóg wie było również, kto złożył tę drugą ofertę? Badz ktokolwiek w poważnie licytował tego konia?

W drugiej licytacji klacz ledwo uzyskała cenę 225 tys. euro. – o połowę mniej. Dobrze, że w ogóle się sprzedała, bo wydaje sie klaczą już leciwą a mianowicie 16-letnią, a w dodatku na dzierżawach dzierzy problem sposród zaźrebieniem – mówił były już wiceprezes ANR o klaczy, która miała być gwiazdą dnia. Uff, to dzięki Bogu poszła, pomyślałam.

„To naprawde jakby zachwalać jaki dysponujemy super samochód, „tylko po niedzielę do kościoła”, niebity i pielęgnowany. A po transakcji, jakim sposobem kupca dysponujemy za plecami, powiedzieć, że dobrze, że go sprzedaliśmy, bo cały silnik az do wymiany!!! ” – napisał w komentarzach jeden sposród internautów. Doskonale trafił w samo sedno.

Bojkot. Kupcy się połapali, że coś nie uciecha

Po Emirze po jednego razu drugi w licytację została wystawiona jeszcze jedna klacz – Al-Jazeera, perła janowskiej stadniny. Zbyt pierwszym wspólnie oferowano za nią 350 tys. ó, tak mnie się przynajmniej wydawało, lecz aukcja została przerwana, bowiem jak powiedział aukcjoner, nie zaakceptowac osiągnęła ceny minimalnej. Zbyt drugim razem nie dobiła nawet do 300 tys., więc została w domu.

Karol Tylenda wyjaśniał dziennikarzom, że oferty były zbyt niskie, dlatego koń został odesłany. Jak się okazało, nie tylko mi wydawało się, że ktoś dawał za nią 350 tys. euro, lecz wiceszef ANR upierał się, że najwyższa oferta to było 300 tys. ó, a cena minimalna konia to… 300 tys. euro. Jak zorientował się, jakie mozliwosci powiedział, natychmiast się poprawił: widocznie oferta była jedynie na 290 tys.

Dlaczego koń został wprowadzony na raz inny, skoro zbyt pierwszym razem nikt fita nie chciał za odpowiednią cenę? Hmmm… Może aukcjoner znów nie wiedział, kto de facto podbija cenę i nauczony doświadczeniem przerwał licytację? Tak czy inaczej po dogrywce było jeszcze gorzej. Potencjalni kupcy zaczęli wychodzić. Byli zniesmaczeni tym, jakie mozliwosci się dzieje. I choć Al-Jazeera rzeczywiście była łakomym kąskiem, zbojkotowali licytację.

Natomiast najgorszym, jak zupełnie położyło atmosferę licytacji i pokazało brak fachu (albo desperację), były zawołania do publiczności: „pomóżcie” i zapraszanie do zakupu niesprzedanych koni, po licytacji w stajni. Eksperci podkreślają, że takich rzeczy się nie zaakceptowac robi. To było jak błaganie o litość.

A co było w ponizszym najlepsze? Były wiceprezes ANR, który w niedziele wieczorem rozpoczynając konferencję prasową zapewne zasiadając zbyt stołem, ogłosił sukces. Ongis się naprawde nie ubawiłam. Miał odpowiedź na każde pytanie. Czy logiczną, to już inna kwestia. I tylko siedzącego obok prof. Pietrzaka było mi trochę szkoda. Pomyślałam, że zaraz go rozjadą. A co mezczyzna mógł, gdyz stadninę przejął niespełna wiecej niz jeden miesiące wcześniej po wojnie wywołanej przez polityków? Osobiscie politykiem nie jest. Od lat związany jest wraz z Uniwersytetem Przyrodniczym w Miescie lublin. Ale to też praktyk, międzynarodowy sędzia w ujeżdżaniu i instruktor jeździectwa. Dzieki konferencji mówił niewiele jak i równiez lekko się uśmiechał, niby chciał ukryć inne emocje. Sprawiał wrażenie, jakby było mu trochę głupio. Jednak może się mylę, po końcu właściwie go nie znam.

Opozycja manipuluje informacjami

Domyślnie krytycy i obrońcy tego, jakie mozliwosci wydarzyło się w lubelskiej stadninie dzielą się na zwolenników i przeciwników PiS. Linia podziału wydaje się linią polityczną. Ale będąc uczciwym, zanim rozpoczęła się aukcja, po Janowie panowały nie najgorsze nastroje. Goście byli predzej powściągliwi. Przed chwila zamieszanie w trakcie wieczornej licytacji zniszczyło resztki nadziej, że wojnę na temat konie dysponujemy za sobą. Trudno katalogów zatem posądzić o to, że w ciągu kilkunastu godzin zmienili polityczne poglądy.

A gdyz mowa na temat politykach, wedlug uszach powinna dostać też opozycja, która wdrapuje się na szczyt manipulacji, wykorzystując okazję. Mówienie, że tegoroczne przychody z aukcji „Pride of Poland” są skandalicznie niskie, poniewaz aż trzykrotnie niższe niż rok wcześniej, to żaden dowód w „złą zmianę” w stadninach. Dowodem nie jest też to, że rok kalendarzowy temu najdroższa klacz, odsprzedana na aukcji w Janowie, poszła zbyt kwotę większą, niż wszelkie konie razem wzięte w trakcie tegorocznej aukcji – jakim sposobem podkreślał we wtorek przy Sejmie kierownik PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Zjawisko, przychód z tegorocznej licytacji Pride of Poland to 1, 27 mln ó, rok temu to czterech mln euro. Fakt, po ubiegłym r. najdroższa klacz Pepita została sprzedana zbyt 1, czterech mln ó. Tylko że ubiegły rok kalendarzowy był rekordowy, wyjątkowy jak i równiez zupełnie niereprezentatywny.

Czy pofatygował się pan, panie pośle, żeby sprawdzić, jakie kwoty padały w poprzednich latach, kiedy rządziła koalicja PO-PSL? Nie? Podpowiem: w 2012 roku przychód z licytacji to ledwie 1, 3 mln ó, w 2014 roku a mianowicie 2, jednej mln ó. Klacz Piacolla, która po 2014 roku kalendarzowego osiągnęła najwyższą cenę, została sprzedana zbytnio 305 tys. euro – to tylko o piec tys. ó więcej niż tegoroczna rekordzistka Sefora. Komentarz w sprawy porównań wydaje sie byc chyba zbędny. Ale nie zaakceptowac o pieniądze tu chodzi. I na temat chyba wielu zapomina.

Ongi, dawno temu…

Gdy Niemcy w trakcie wojny weszli do Lokalny, wszędzie siali spustoszenie, ale kiedy dotarli do stadniny w Janowie, usiedli obok stole i zapytali: czego potrzebujecie, żeby dalej robić swoje? Powiedzcie, a my Wam to zapewnimy. Taka legenda krążyła w tym roku wśród hodowców, zbulwersowanych polityczną wojną o konie. Czy to prawda? Nie wiem.

Prawdą wydaje sie natomiast, że kiedy Hitlera zastąpili komuniści, ci też nie dali zrobić krzywdy polskim arabom. – Był taki okres, że morzem legendarnym, wieloletni prezesem naszej stadniny Andrzejem Krzyształowiczem był rozłożony jakiś parasol ochronny. Komuniści aresztowali takich jednostek jak on, ze złym pochodzeniem. Pare razy się zdarzyło, że zatrzymali również pana Krzyształowicza. Ale jakim sposobem tylko wyżsi oficjele się o tym dowiedzieli, natychmiast wyciągali go sposród tego więzienia. Opowiadała mi o tym córka pana Krzyształowicza – mówiła Irena Cieślak, miłośniczka koni, od trzydziestu pieciu lat przyjeżdżająca na licytacje koni az do Janowa, współpracowniczka Shirley Watts.

Rozmawiałyśmy w trawie, zanim tylnym wejściem do hali pokazowej. Za drzwiami ciągle trwała licytacja. Irena Cieślak mimo to wyszła, nie chciała dłużej patrzeć na to, co się historia. Nie ona jedna.

We use cookies to provide you with the best possible experience. By continuing, we will assume that you agree to our cookie policy